Mam to szczęście, że mogłam pomieszkać w różnych ciekawych miastach w Polsce i w Europie; był już Wrocław, Warszawa, Londyn, Monachium… I do wszystkich tych miast pozostał duży sentyment
A od pewnego czasu mieszkam w Berlinie (taki ze mnie mały rolling stone;)). Niemcy to kraj zaskakująco inny, niż Polska. To kraj niezwykle uporządkowany, wszyscy stosują się do ogólnie przyjętych zasad, przepisów – trudno spotkać np. samochód jadący przez miasto z prędkością większą niż 50 km/h, albo człowieka wyrzucającego papierek na chodnik zamiast do kosza. Jeśli istnieje jakaś umowa, to nikt jej nie łamie. I to jest naprawdę wartościowe. Wbrew polskiemu stereotypowi przeciętnego Niemca, tutejsi ludzie są bardzo mili i uprzejmi. Fakt – nie są tak otwarci i pogodni jak w krajach południowych, niemniej jednak chętnie podejmują rozmowę (z zaproszeniami są już bardziej powściągliwi), jak trzeba, to pomogą, zawsze na odchodne życzą „Miłego dnia!”… Piszę o tym między innymi dlatego, że zauważyłam, że nawet bardzo młodzi ludzie w Polsce myślą o Niemcach stereotypowo jako o narodzie zimnym, nieprzyjaznym, ponurym. Uwierzcie mi – to tylko stereotyp, który niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. W Niemczech niedziela to dzień „przymusowego” odpoczynku i ciszy. Celowo napisałam „przymusowy”, ponieważ jest to ustawowe zarządzenie – wszystkie sklepy za wyjątkiem restauracji są w niedzielę pozamykane, miasto pustoszeje, ponieważ wszyscy spędzają czas rodzinnie albo z przyjaciółmi – przeważnie na łonie natury. Muszę się przyznać, że początkowo kompletnie nie mogłam się do tego przyzwyczaić (właściwie to chyba jeszcze do końca do tego nie przywykłam), z moimi nawykami z Polski, gdzie mogłam w niedzielę o 20:00 wyskoczyć do marketu po pudełko lodów i chipsy na dograne w ostatniej sekundzie pidżama party, albo spędzić z przyjaciółką całe popołudnie w centrum handlowym na buszowaniu po sklepach z przerwą na plotki przy kawie… Oj tak – brakuje mi tego! Czyli z moim uzależnieniem w ogóle nie jest lepiej
Na domiar złego, w tygodniu sklepy również nie szaleją jakoś specjalnie z godzinami otwarcia i w zasadzie o 20:01 nie ma szansy kupienia już niczego poza chlebem w spożywczaku. Koszmar! To moja największa bolączka tutaj. Jednak mimo wszystko dostrzegam zalety takiej polityki i wiem, że również dla mnie jest w gruncie rzeczy dobre. Nie mając możliwości pielgrzymowania „odpicowanymi” do centrum handlowego, spędza się dużo czasu z rodziną, znajomymi, na świeżym powietrzu, krótkich wypadach za miasto, do lasu. Prawie co druga osoba tu uprawia jogging, rowerów jest chyba tyle samo co samochodów, maluchy jak tylko nauczą się chodzić, sadzane są na rowerki biegowe i zasuwają, aż się kurzy! Musicie przyznać, że to dobre przyzwyczajenia. A dla zakupoholików na pocieszenie co pewien czas urządzane są niedziele handlowe i wtedy można poszaleć po sklepach – uwaga! – od 13:00 aż do 18:00!!! Taki szczęśliwy dzień przypadł właśnie dzisiaj – co za ulga dla mojego wygłodniałego sklepów organizmu
Choć nie miałam zbyt wiele czasu na pławienie się w przyjemności szperania między kolejnymi wieszakami z odzieżą, to zdążyłam wypatrzyć kilka perełek w Zarze. Niestety na przymiarkę zabrakło mi już czasu i wyszłam ze sklepu bez żadnego łupu, ale pokażę Wam, co mi wpadło w oko, a co świetnie nadaje się na tę piękną wiosenną pogodę, która na szczęście do nas szybko wróciła (oby na jak najdłużej!).

Koronkowe buty – to niewątpliwy hit tej wiosny! Sensualne i romantyczne, a przy tym przewiewne i super wygodne!

Spódnica 3/4 plus kieszenie XXL i wyeksponowane zapięcie z przodu na duże guziki, czyli kobieca nonszalancja – ten fason nie jest najłatwiejszym do noszenia i trzeba umiejętnie komponować resztę stroju, żeby nie wyglądać w efekcie jak przyjaciółka naszej babci. Pokażę Wam, jak robi to Claudia Schiffer, która – moim zdaniem – osiągnęła bardzo fajny efekt, wkładając do takiej spódnicy swobodny T-shirt i delikatne buty na płaskim obcasie. Efekt? Luz w bardzo kobiecym wydaniu!

I na koniec chciałam Wam pokazać jeszcze super modny w tym sezonie żakiet, wybrałam ten w pomarańczowym kolorze, bo jest taki słoneczny, że jak na niego patrzę, od razu poprawia mi się humor
